sobota, 16 października 2010

Ścieżka Buddy


Gdy Budda Siakjamuni dzielił się z innymi swoją wiedzą, gdy podawał szlachetne i głębokie metody, mogące odmienić życie, to nie miał na celu zaimponowania ludziom swą mądrością czy umiejętnością wysławiania się. Odkrywał przed nimi ścieżkę wiodącą do uwolnienia się od wszelkiego cierpienia, a kierowało nim nieograniczone współczucie i troska o dobro i wyzwolenie wszystkich bez wyjątku czujących istot.

Ta miłująca życzliwość, z jaką nauczał Budda, jest niczym miłość matki do swego jedynego dziecka. Dzięki swej nieskończonej mądrości Budda Siakjamuni ujrzał, że chociaż istoty są całkiem zdezorientowane i stale borykają się ze skutkami swego zagubienia, to ich położenie nie jest beznadziejne. 
Gdy tylko dostrzegł możliwość poprawienia warunków, w jakich ludzie się znajdują, przepełniło go ogromne współczucie. Byłoby zupełnie inaczej, gdyby się okazało, że sytuacja istot jest beznadziejna, że nie da się nic zrobić. Ale Budda dzięki swemu wglądowi był w stanie zobaczyć, że każda istota ma w sobie taki sam potencjał, by osiągnąć pełne urzeczywistnienie, by zostać oświeconym Buddą. Budda widział, że ten potencjał czujących istot, zwany też naturą Buddy, jest niczym klejnot ukryty przed ludzkim wzrokiem. Niestety nie widzimy go, choć kryje się w każdym z nas. Na skutek swych nawykowych skłonności i pomieszania stale jesteśmy pochłonięci szukaniem powierzchownych przyjemności, bawimy się pozorami szczęścia. Zabiegamy o popularność i sławę, gromadzimy dobra materialne i uważamy to wszystko za źródło szczęścia. Tymczasem Budda zwrócił uwagę na fakt, że aspekty relatywnego świata zjawisk nieustannie podlegają zmianom, są zwodnicze i przemijające. W efekcie, choć udaje nam się przez chwilę dobrze bawić czy trochę rozerwać, stale napotykamy jakieś przeszkody i ograniczenia w tym pościgu za krótkotrwałą przyjemnością. Płynie to stąd, że nie potrafimy ukierunkować wysiłków na rozwikłanie problemu własnego pomieszania i dezorientacji.

Nasze zagubienie w większości bierze się z założenia, że przyczyna wyzwolenia musi leżeć gdzieś lub w czymś na zewnątrz nas samych. Zakładamy, że tylko dzięki zdobyciu tego czy tamtego obiektu, dzięki przebywaniu z tą czy inną osobą, możemy osiągnąć przyczynę szczęścia. Zaabsorbowanie sprawami zewnętrznymi powoduje potężne uczucie zubożenia, jakbyśmy byli pozbawieni najmniejszego choćby przebłysku oświeconej inteligencji. Nasze pomieszanie płynie z niemożności zwrócenia się do wewnątrz i prawdziwego zbadania, jak funkcjonuje umysł. Tylko wtedy, gdy zaczynamy pracować z umysłem, stosując praktykę medytacji, stajemy się rzeczywiście praktyczni - na tyle, na ile jesteśmy zainteresowani poszukiwaniem oświecenia. To bardzo istotne, byśmy mieli świadomość swego potencjału przebudzenia, byśmy rozumieli możliwość pracy z sytuacją, w jakiej się znajdujemy, i docenili bogactwo naszych wewnętrznych zasobów. Ważne też, byśmy zrozumiawszy z tego co nieco, rozpoczęli praktykowanie ścieżki. Formalna praktyka medytacyjna ma ogromne znaczenie, bowiem nasz umysł jest nieustannie zajęty niezliczonymi pragnieniami, błędnymi przekonaniami i fiksacjami. Mamy poczucie, że nasza przestrzeń jest zbyt ograniczona.

Dzięki medytacji zaczynamy doświadczać uczucia ugruntowania i prostoty. Zaczynamy mieć pewne pojęcie o tym, kim jesteśmy i co właściwie robimy. Podstawowe sprawy, które wcześniej były dla nas źródłem pomieszania, stają się bardziej klarowne i oczywiste. Kiedy praktykujemy, zaczynamy myśleć i analizować jaśniej i efektywniej. Formalna medytacja staje się skuteczniejsza dzięki przestrzeganiu dyscypliny i należytego postępowania. Właściwa dyscyplina rozumiana jest w tym kontekście jako nieustanne bycie uważnym, natomiast właściwe postępowanie oznacza praktykę szczodrości, czystej motywacji itd. Te dwie rzeczy potrafią znacznie zwiększyć efektywność praktyki medytacyjnej.


Gdy rozważamy nietrwałość zjawisk, musimy spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć sobie, że w każdej chwili możemy umrzeć. Jeśli miałoby się to zdarzyć właśnie teraz, czy moglibyśmy zabrać ze sobą swój dobytek, dobrą opinię czy przyjaciół? Jakie nie byłyby nasze plany na przyszłość, wszystkie tracą znaczenie w chwili śmierci. Jedyną rzeczą, która naprawdę się liczy, jest to, na ile znamy samych siebie i swe mentalne postawy i czy potrafimy wyplątać się z nawykowych skłonności. Tylko to ma znaczenie.
Niektórzy już praktykują jakieś medytacje. Inni dopiero zaczynają przejawiać otwarte zaciekawienie. To bardzo ekscytujące. To tak, jakby słońce właśnie powoli wyłaniało się spoza chmur. Dzięki szczeremu zainteresowaniu naukami, po raz pierwszy można docenić, jak bogate i zasobne jest życie. To niemal jak przełom historyczny. 

na podstawie wykładów J.E. Goszira Gjaltsaba Rinpocze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję Wam za wszystkie komentarze. Reklamiarzom również dziękuję, jednak reklamy będą usuwane od razu.